Zmagania z codzinnością... czasem szarą, czasem w barwach tęczy.
wtorek, 08 kwietnia 2014

O ile na pracę nie mam prawa narzekać, to już na życie tzw. "uczuciowe", owszem. Jednoznacznie stwierdzam, że przyciągam magiczną mocą wszelkich popaprańców i to z odległości znacznych. Nie jest ważne, gdzie osobnik popaprany zamieszkuje, czym się zajmuje... ja go wynajdę. Okaże się noszącym damskie ciuszki dewiantem, zaciekłym obrońcą idei niepopularnych, molem książkowym, który świat ogląda tylko zza okna, "chyba gejem" (cytuję), omotanym manią prześladowczą czy jak ostatnio... właściwie brak słów.
Jakbym została psychologiem na samych facetach zarobiłabym niezłą sumkę. Bo oni mi się zwierzają. Więcej... nawet te ciuszki, szpilki itd. ślą na mój adres, bo ja przecież taka otwarta na świat i mnie to nie zbulwersuje. Może i nie ale jak dokonuję tego przeglądu czuję się lekko sfrustrowana.

Tagi: faceci
16:58, koryfeusz25 , Na bieżąco
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 lutego 2014

Miałam krótki okres blond. Nie mogłam niestety wtedy kontynuować wpisów Brunetki ale co tam... wróciłam do korzeni czyli odcienia mysiego ubarwienia. Moje włosy dzięki powrotowi odżyły... ja też. Zatem... wracam!!!

Tagi: powrót
21:01, koryfeusz25 , Na bieżąco
Link Komentarze (1) »
wtorek, 20 września 2011

Mam pieska. Ją. Jak każda ona psiego rodzaju ma czasem cieczkę. To oznacza mnóstwo kawalerów pod bramą. Ostatni był tak uparty, że 3 dni trwał wiernie. Ponieważ z miłości odmawiał nawet wody, więc żeby psina się nie wyczerpała zawołałam ludzi ze schroniska. Przyjechali. Nie złapali. Polecili zamknąć Julię w domu a Romea wpuścić na podwórko. Zrobione. Telefon do tzw. hycla, że zadanie wykonane. Przyjeżdża. Łapie. Ufff... Wychodzę z moją Julią z domu. Nagle hycel:
[H]: Dzień dobry. Poznaje mnie Pani?
[Ja]: (yyyyy) Dzień dobry. Nie.
[H]: Uczyła mnie Pani na studiach.
Bez komentarza. Lata o międzynarodowych przepływać kapitału, wpływie PKB na HDI... i co?

Tagi: nauka sunia
19:03, koryfeusz25 , Na bieżąco
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 19 września 2011

Tak, myślałam, że to będzie mój osobisty sposób na szczęście... praca. Najlepiej dużo i dobrze płatna. Myśl porzuciłam gdy siedząc przy biurku w pracy A zadzwonił telefon stajonarny z pracy A, komórka nr 1 z pracy B i komórka nr 2 z pracy C. Do tego w drzwiach stanęła studentka z pracy D, którą na szczęście rzuciłam.
W kwietniu tak poszalałam, więc i czasu na pisanie mi nie starczyło. Wyremontowałam to i owo, kupiłam mnóstwo badziewia "na poprawę humoru" i teraz czas to wszystko rzucić. Badziewie jest mi zbędne... dorosłam do braku fascynacji markami. Nie muszę pocieszać się sukienką za fortunę i zegarkiem za fortuny dwie. Tylko dlatego, że mają jakiś znaczek? No dobra, rozpoznawalny znaczek, który w świadomych kobietach budzi pożądanie (tylko kobietach i tylko świadomych a moja większość znajomych Fashion TV nie śledzi tylko zupki, kupki i kolki) ale to wszystko. Taki jeden kupiłam sobie bo ładny, logo bije po oczach. Bo dwóch tygodniach szkiełko zrobiło bęc (samoistnie się rozpadło, bo nim nie rzuciłam - no może wyzwoliłam nieco złej energii). Tym razem (bardzo rzadko to robię) miałam paragon. Reklamacja. Miesiąc oczekiwania. Zrobili, bo "w tym modelu samoistnie pękają szkiełka", taki gadżet dodatkowy do zestawu.

wtorek, 14 grudnia 2010

Jak to się dzieje, że my, kobiety nieustannie potrzebujemy szaf. Najlepiej dużo i jeszcze więcej, bo każdy ciuszek, nawet ten, którego nie miałyśmy na sobie 3 lata, musi mieć swoje miejsce. Po złożeniu dwóch mega szaf, zapragnęłam taką pod schody:

Jak już przekonałam fachowca, że mi całkiem nie odbiło i naprawdę potrzebuję takiego ustrojstwa, mam w domu prawie poskręcane te konstrukcje. Już sobie obiecuję, że każda para bucików będzie miała swoje miejsce. Równiutko będą stały czółenka na mega obcasach, które kupuję (bo takie śliczne), ale nie zakładam (bo nie jestem masochistką). Za nimi buty, które pasują tylko do określonego stroju czy okazji (używane raz na rok lub rzadziej). Na początku staną buty... wygodne.

Tagi: szafa
20:35, koryfeusz25 , Na bieżąco
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 grudnia 2010

Gdy tylko weszłam dziś do pracy dopadła mnie Pani H., która zaprosiła mnie na herbatę. No dobra, mam piętro niżej - idę. Nie za specjalnie lubię ją słuchać, bo należy do ludzi, z którymi 30 minutowa rozmowa sprawia, że bez trudu poznajesz na zdjęciach pół ich rodziny. W stylu: mój pies (taki to a taki) tak kocha córkę (taką to a taką) mojego męża z pierwszego małżeństwa (takiego to a takiego), że aż się mój były mąż (taki to a taki) z pasierbem(taki to a taki) nie mogli nadziwić.
Rzeczona Pani H. wyskoczyła mi z prezentem na imieniny (sic!). Po pierwsze już po nich dawno, po drugie my żadna koligacja, ale... tu rozpoczęła o świętach (jak spędzam) i o... sylwestrze (z kim idę). Ucięłam rozmowę, bo święta spędzę śpiąc a sylwestra... nie wiem. Słowem, nie ma się czym chwalić. Zmiana tematu Pani H. przerodziła się w peany na cześć... jej syna. Cudowny, wspaniały och i ach i tak mnie lubi (no, raz go widziałam). No tak, znów mnie ktoś swata.

niedziela, 05 grudnia 2010

Odkopałam się. Dosłownie. Oczywiście ze śniegu. Nie było łatwo, tym bardziej, że ktoś mi w piątek ukradł łopatę do śniegu. Serio, sprzed domu. Towar deficytowy, więc nawet rozumiem pobudki złodzieja. Zakupiłam kolejną, z braku gdziekolwiek, na... Allegro (dostawa kurierem). 
Co do Allegro to trochę zraziłam się zakupami tam, bo mój listonosz przyjął taktykę: wrzucam awizo i spierniczam. Oczywiście na awizo "nikogo nie zastałem". Akurat. Siedziałam w domu i czekałam. To na pocztę. Tam oczywiście przyszłam za wcześnie a wogóle jest przerwa. Drugi raz na pocztę. Jeszcze nie zliczone i nie wpisane. Już czekam. Pani z miną "mam cię w nosie" wydaje przesyłkę. Cała operacja to stracony dzień. Najpierw na czekanie, potem na użeranie się z naszą kochaną pocztą.

sobota, 04 grudnia 2010

No i zaczynam wielkie odkurzanie mojego bloga a tym samym odkurzanie pamięci, która bardzo przyda się żeby należycie opisać 3 miesiące ignorancji wobec niego :). Z poważniejszych wydarzeń sezonu:

  • 20.10. Do dziś mam przed oczami G. w pończochach i na szpilkach (G. jest osobnikiem płci męskiej z poważnymi zaburzeniami jak się okazuje);
  • Cały czas. Udało mi się przebrnąć przez remont. Częściowy, ale za to wykańczający mnie psychicznie i finansowo;
  • Ok. października. Dostałam propozyję rektorowania. Waham się;
  • Cały czas. S. się odmładza i jako typowy facet z kryzysem wielku średniego, operuje sobie wszystko.

sobota, 04 września 2010

Remont się przedłuża. Niestety. Koniec jednak wydaje się namacalny i nieodległy. K., który dziś ofiarnie cały dzień montował mi armaturę ("dla przyjaciół wszystko") podreperował moje ego poddając miażdzącej analizie całą mu znaną plejadę moich ex. Nie mogę go na szczęście posądzić o naciąganie teorii do potrzeb własnych (szczęściwy mąż i ojciec), więc potraktuję to jako zdanie bezstronne. Tak mi milej :).

Tagi: byli remont
21:42, koryfeusz25 , Na bieżąco
Link Dodaj komentarz »
piątek, 27 sierpnia 2010

Znów remont. Kolejny z kolei. Tym razem łazienka. Już udało mi się wyrzucić fachowca za brak kompetencji. Brak kompetencji polegał na pytaniu się mnie o wszystko. Kurczę, zważywszy, że on pracuje od 7.00 do 19.00 a ja też jakoś pracuję i mam jakieś życie osobiste (łudzę się), to nie mogę być dostępna zawsze i odpowiadać na pytania w stylu: jak zrobić przejście z 3/4 na 1/2 cala. Ja mam to wiedzieć? Noż kurna przejściówką :).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 56