Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|
wtorek, 20 września 2011
Mam pieska. Ją. Jak każda ona psiego rodzaju ma czasem cieczkę. To oznacza mnóstwo kawalerów pod bramą. Ostatni był tak uparty, że 3 dni trwał wiernie. Ponieważ z miłości odmawiał nawet wody, więc żeby psina się nie wyczerpała zawołałam ludzi ze schroniska. Przyjechali. Nie złapali. Polecili zamknąć Julię w domu a Romea wpuścić na podwórko. Zrobione. Telefon do tzw. hycla, że zadanie wykonane. Przyjeżdża. Łapie. Ufff... Wychodzę z moją Julią z domu. Nagle hycel:
poniedziałek, 19 września 2011
Tak, myślałam, że to będzie mój osobisty sposób na szczęście... praca. Najlepiej dużo i dobrze płatna. Myśl porzuciłam gdy siedząc przy biurku w pracy A zadzwonił telefon stajonarny z pracy A, komórka nr 1 z pracy B i komórka nr 2 z pracy C. Do tego w drzwiach stanęła studentka z pracy D, którą na szczęście rzuciłam.
wtorek, 14 grudnia 2010
Jak to się dzieje, że my, kobiety nieustannie potrzebujemy szaf. Najlepiej dużo i jeszcze więcej, bo każdy ciuszek, nawet ten, którego nie miałyśmy na sobie 3 lata, musi mieć swoje miejsce. Po złożeniu dwóch mega szaf, zapragnęłam taką pod schody:
Jak już przekonałam fachowca, że mi całkiem nie odbiło i naprawdę potrzebuję takiego ustrojstwa, mam w domu prawie poskręcane te konstrukcje. Już sobie obiecuję, że każda para bucików będzie miała swoje miejsce. Równiutko będą stały czółenka na mega obcasach, które kupuję (bo takie śliczne), ale nie zakładam (bo nie jestem masochistką). Za nimi buty, które pasują tylko do określonego stroju czy okazji (używane raz na rok lub rzadziej). Na początku staną buty... wygodne.
wtorek, 07 grudnia 2010
Gdy tylko weszłam dziś do pracy dopadła mnie Pani H., która zaprosiła mnie na herbatę. No dobra, mam piętro niżej - idę. Nie za specjalnie lubię ją słuchać, bo należy do ludzi, z którymi 30 minutowa rozmowa sprawia, że bez trudu poznajesz na zdjęciach pół ich rodziny. W stylu: mój pies (taki to a taki) tak kocha córkę (taką to a taką) mojego męża z pierwszego małżeństwa (takiego to a takiego), że aż się mój były mąż (taki to a taki) z pasierbem(taki to a taki) nie mogli nadziwić.
niedziela, 05 grudnia 2010
Odkopałam się. Dosłownie. Oczywiście ze śniegu. Nie było łatwo, tym bardziej, że ktoś mi w piątek ukradł łopatę do śniegu. Serio, sprzed domu. Towar deficytowy, więc nawet rozumiem pobudki złodzieja. Zakupiłam kolejną, z braku gdziekolwiek, na... Allegro (dostawa kurierem).
sobota, 04 grudnia 2010
No i zaczynam wielkie odkurzanie mojego bloga a tym samym odkurzanie pamięci, która bardzo przyda się żeby należycie opisać 3 miesiące ignorancji wobec niego :). Z poważniejszych wydarzeń sezonu:
sobota, 04 września 2010
Remont się przedłuża. Niestety. Koniec jednak wydaje się namacalny i nieodległy. K., który dziś ofiarnie cały dzień montował mi armaturę ("dla przyjaciół wszystko") podreperował moje ego poddając miażdzącej analizie całą mu znaną plejadę moich ex. Nie mogę go na szczęście posądzić o naciąganie teorii do potrzeb własnych (szczęściwy mąż i ojciec), więc potraktuję to jako zdanie bezstronne. Tak mi milej :).
piątek, 27 sierpnia 2010
Znów remont. Kolejny z kolei. Tym razem łazienka. Już udało mi się wyrzucić fachowca za brak kompetencji. Brak kompetencji polegał na pytaniu się mnie o wszystko. Kurczę, zważywszy, że on pracuje od 7.00 do 19.00 a ja też jakoś pracuję i mam jakieś życie osobiste (łudzę się), to nie mogę być dostępna zawsze i odpowiadać na pytania w stylu: jak zrobić przejście z 3/4 na 1/2 cala. Ja mam to wiedzieć? Noż kurna przejściówką :).
wtorek, 24 sierpnia 2010
Jest takie zdanie, które zawsze będzie budziło we mnie odrazę w stosunku do wypowiadającego, brzmi ono: Bo żona mnie nie rozumie.
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Znajomy [Z] świętuje urodziny. Nie, złe słowo ma urodziny, ale nie świętuje. Wymiana zdań wyglądała mniej więcej tak: | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||